W stronę różnorodności. Introwertyk w pracy

Dzisiejszy świat próbuje udowodnić, że odniesienie sukcesu zawodowego uwarunkowane jest niezachwianą pewnością siebie, łatwością nawiązywania relacji międzyludzkich i przebojowością. Z takimi przymiotami kojarzy się zwykle prawdziwego lidera lub „rekina biznesu”. Tymczasem styl pracy, sposób nawiązywania kontaktów i preferowane formy aktywności to w dużej mierze pochodna osobowości. Nie oznacza to, że niemożliwym jest wzmocnienie lub osłabienie pewnych aspektów. Pracować nad własnymi predyspozycjami można i trzeba, ogólnej natury jednak oszukać nie sposób.

Dwa bieguny

Susan Cain, autorka książki „Ciszej, proszę!” przywołuje wyniki badań skoncentrowanych na problemie osobowości. Na ich podstawie podaje, że od 35% do 50% mieszkańców Stanów Zjednoczonych to introwertycy. Zważywszy na fakt, że Amerykanie należą do najbardziej ekstrawertycznych narodów, w innych krajach odsetek ten nie może być niższy. Przedstawiciele mniej rzucającego się w oczy typu osobowościowego obecni są więc w każdym biurze.
Istnieje niemal tyle samo definicji intro- i ekstrawertyczności, co badaczy zajmujących się tym zagadnieniem. Mimo rozbieżności, w stanowiskach naukowców znaleźć można kilka punktów wspólnych. Najważniejszym jest fakt, iż obie grupy różni pożądany poziom zewnętrznej stymulacji niezbędnej do działania. Introwertycy czują się dobrze, gdy liczba bodźców jest niższa. Ekstrawertycy preferują z kolei otoczenie, które systematycznie dostarcza im wrażeń.
Ekstrawertycy i introwertycy różnią się sposobem pracy. Ci pierwsi mają tendencję do niezwłocznego realizowania poleceń, podejmują szybkie decyzje, lubią pracę wielozadaniową. Introwertycy pracują wolniej, z większym namysłem i dokładnością. Ich przewagą jest umiejętność skupienia i koncentracji na obowiązkach. Częściej słuchają niż mówią, bywa, że wolą wypowiedzieć się na piśmie. „Small talk” nie jest dla nich, lubią za to dyskusje i analizy konkretnych zagadnień. Unikają konfliktów. Niekoniecznie muszą jednak stanowić grupę odludków lub osób nieśmiałych. Nie boją się zabierać głosu, nie przeraża ich obecność ludzi - po prostu nie odczuwają potrzeby takiej aktywności.
Adam Grant z Uniwersytetu w Pensylwanii wykazał w swoich badaniach, iż ekstrawertycy idealnie przewodzą zespołom biernym, a introwertyczni liderzy są bardziej efektywni w obliczu grupy zmotywowanej i aktywnej. Dzieje się tak ze względu na umiejętność słuchania oraz brak dążenia do dominacji. W ten sposób motywują zespół i tworzą sprzyjający inicjatywom klimat. Nie oznacza to oczywiście, iż należy popadać w przesadę, przyjmując za pewnik, że to introwertycy są lepszymi szefami. Warto jednak pamiętać, że mogą wiele zaoferować przedsiębiorstwu, zarówno jako liderzy, jak i podwładni.

Przestrzeń dla introwertyka

Współczesna rzeczywistość pracownicza i tempo prowadzenia biznesu wymaga od introwertyków pewnych wyrzeczeń. Działalność zespołowa, przestrzeń biurowa pozbawiona ścian, konieczność szybkiego podejmowania decyzji – wszystkie te elementy składają się na otoczenie potencjalnie stresogenne i niekorzystnie odbijające się na psychice. Rozwiązaniem, zapewniającym komfort całemu zespołowi, jest zadbanie o strefy relaksu w biurze.
Myśląc o takich strefach w biurze, często sięgamy po rozwiązania umożliwiające pracownikom integrację poprzez rozmowę czy wspólne gry. Tymczasem takie rozwiązanie będzie optymalnym jedynie dla ekstrawertyków. Osoba introwertyczna nie potrzebuje wielu bodźców, intuicyjnie więc poszukiwać będzie wyciszonego miejsca, pozwalającego na odcięcie od hałasów biura, relaks, czasem nawet drzemkę – wyjaśnia Monika Gutmajer-Żmija, architekt MDD.
Podczas planowania przestrzeni nastawionych na różnorodność warto uwzględnić fakt, że introwertycy wolą pracować niezależnie, gdyż praca w samotności stanowi swoisty katalizator innowacyjności. Współczesne przedsiębiorstwa duży nacisk kładą na kooperację: częste i bezpośrednie kontakty, inicjatywy integracyjne, wspólne kalendarze online, a także pracę w open-space’ach zapewniających zaledwie minimum prywatności. Jak wynika z raportu firmy doradczej Jones Lang LaSalle, w latach 70. przeciętny pracownik amerykańskiej korporacji miał do dyspozycji 46,5 m.kw. przestrzeni, w 2010 roku było to tylko 18,5 m.kw.
Doceniając wszystkie korzyści płynące z szybkiej wymiany informacji w biurowych open-space’ach, warto – planując poszczególne strefy – pozostawić miejsce na pokoje przeznaczone do cichej pracy, budki akustyczne, same stanowiska zaś wyposażyć w panele, zapewniające prywatność i tworzące warunki do cichej pracy koncepcyjnej. Dzięki temu obie grupy: ekstrawertycy i introwertycy będą czuć się swobodnie, mogąc funkcjonować w obrębie interakcji społecznych i wycofując się do przestrzeni prywatnej w razie potrzeby. Współpraca nie jest wymuszona, na czym zyskują wszyscy, firma zaś w pełni wykorzystuje niemałe kompetencje zarówno ekstrawertyków, jak i introwertyków.